Komu przeszkadza kawa w automatach i dlaczego Polacy płacą tak dużo za plastikowe kubki? Rada Przedsiębiorców apeluje o rozsądek i zmiany w prawie
Apelujemy o rezygnację z zakazu sprzedaży kawy i pozostawienie decyzji szkolnym organom w porozumieniu z radami rodziców i samorządem uczniowskim – postuluje Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. To reakcja na propozycję projektu nowego rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia, które zakłada wprowadzenie całkowitego zakazu sprzedaży kawy na terenie jednostek systemu oświaty, bez względu na formę sprzedaży oraz wiek kupującego.
„Jako organizacja zrzeszająca polskich przedsiębiorców z branży vendingowej pragniemy przedstawić nasze zastrzeżenia do procedowanego projektu, zgodnie z którym ma zostać wprowadzony zakaz sprzedaży kawy w każdej formie na terenie jednostek systemu oświaty, ograniczenie sprzedaży innych produktów oraz ograniczenie zawartości cukru w produktach przygotowywanych na miejscu. Regulacja ta doprowadzi do licznych paradoksów i nieuzasadnionych ograniczeń, które mogą mieć negatywny wpływ zarówno na bezpieczeństwo uczniów, jak i na sytuację lokalnych małych i średnich firm” – zaznacza w stanowisku skierowanym do Ministerstwa Zdrowia Adam Abramowicz, były rzecznik MŚP, obecnie prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.
Ma on na myśli przede wszystkim około 400 firm z branży vendingowej, które dają zatrudnienie ponad 3 tys. osób i z których zdecydowana większość to przedsiębiorstwa polskie, rodzinne i małe. Automaty vendingowe, których jest w naszym kraju ok. 80 tys., bardzo dobrze korespondują m.in. z charakterem funkcjonowania szkół (długie godziny pracy, krótkie przerwy, ograniczona możliwość opuszczenia placówki, niska cena przeciętnego produktu).
Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że we wspomnianej regulacji projektodawca posłużył się terminem „system oświaty”, w którym brak jest rozgraniczeń pomiędzy rodzajami szkół. Obejmuje ono szerokie spektrum placówek: od przedszkola do techników czy liceów. – Nie rozumiemy, dlaczego projektodawca włożył wszystkich do jednego worka. Szczególnie problematyczny jest fakt, że zakaz dotyczy również szkół ponadpodstawowych, gdzie około 50 proc. uczniów stanowią osoby pełnoletnie, które posiadają już znaczny poziom samodzielności i prawo do podejmowania własnych decyzji zakupowych. Sporą część klientów w placówkach oświaty stanowi także kadra nauczycielska oraz pracownicy, którzy wobec wejścia w życie przepisów rozporządzenia zostaną bezzasadnie pozbawieni możliwości zakupu wspomnianego produktu – argumentuje Adam Abramowicz.
Warto zdać sobie sprawę, że – jak podkreślają przedstawiciele branży vendingowej – kawomaty występują głównie w szkołach ponadpodstawowych, natomiast w szkołach podstawowych mają charakter incydentalny i stanowią maksymalnie 2 proc. tego typu automatów. „Dzieci w szkołach podstawowych generalnie nie piją kawy oraz nie są grupą docelową przedsiębiorców z branży vendingowej. Instalacja automatów z kawą w tych szkołach następuje jedynie na wyraźne życzenie dyrekcji, rady rodziców lub innych organów szkoły, co wskazuje na świadome i przemyślane decyzje podejmowane przez odpowiedzialne osoby” – zwraca uwagę w piśmie do Ministerstwa Zdrowia Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców.
– Wspomniany zakaz uzasadniany jest troską o zdrowie uczniów z powodu rzekomej tendencji wzrostowej dotyczącej spożycia kawy wśród dzieci i młodzieży. Doświadczenie praktyczne wykazuje jednak, że ograniczenia w ofercie szkolnych punktów sprzedaży nieuchronnie prowadzą do zjawiska tzw. „zakazanego owocu”. Młodzież, nie znajdując w szkole produktów, którymi jest zainteresowana, a które są dostępne w legalnej sprzedaży w każdy innym punkcie handlowym, opuszcza teren placówki w czasie przerw i zaopatruje się w pobliskich sklepach, co przecież naraża ją na niebezpieczeństwa związane z wyjściem z budynku szkolnego. Poza tym regulacje wprowadzone wyłącznie w stosunku do grupy przedsiębiorców prowadzących sklepiki, bufety szkolne czy działalność vendingową dyskryminują tę grupę, znacząco zmniejszając konkurencyjność działalności względem innych podmiotów. Przecież młodzież będzie mogła nabyć każdy z produktów, których sprzedaż w szkole jest zakazana, w dowolnej placówce handlowej poza szkołą bez jakichkolwiek ograniczeń, co postawi te firmy handlowe w uprzywilejowanej pozycji rynkowej – tłumaczy Szymon Grunwald z Polskiego Stowarzyszenia Vendingu.
– Nie ulega żadnych wątpliwości, że wprowadzenie zakazu sprzedaży kawy będzie miało negatywny wpływ na lokalny rynek pracy, gdyż przedsiębiorcy obsługujący sektor edukacji mogą zostać w efekcie restrykcyjnych przepisów zmuszeni do likwidacji części etatów lub zamknięcia firmy. W kontekście rządowych deklaracji wspierania sektora MŚP, regulacja ta wydaje się sprzeczna z polityką gospodarczą państwa, ponieważ zakaz zagraża egzystencji tych przedsiębiorstw i zatrudnianych przez nie osób – dodaje Adam Abramowicz.
„Mając na uwadze powyższe argumenty, postulujemy o rezygnację z zakazu sprzedaży kawy i pozostawienie decyzji organom szkoły w porozumieniu z radami rodziców i samorządami uczniowskimi, którzy podejmują decyzje o ofercie automatów vendingowych w zależności od specyfiki i potrzeb danej placówki. Zwracamy się do Pani Minister z uprzejmą prośbą o takie ukształtowanie przepisów, które nie ograniczałyby nadmiernie praw młodzieży uczącej się w szkołach ponadpodstawowych, ani nie wprowadzały nieproporcjonalnych barier dla lokalnych przedsiębiorców. Uważamy, że przepisy powinny być sformułowane w sposób proporcjonalny i racjonalny, uwzględniający rzeczywiste zagrożenia oraz specyfikę różnych grup wiekowych” – apeluje do resortu zdrowia Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców.
Planowany zakaz sprzedaży kawy w całym systemie oświaty to nie jedyna regulacja mająca negatywny wpływ na branżę vendingową. Kawę z automatów podaje się w kubkach i – jak się okazuje – pod tym względem firmy vendingowe również napotykają na regulacyjną dyskryminację. Chodzi o tzw. dyrektywę SUP (Single Use Plastics), mającą na celu ograniczenie stosowania tworzyw sztucznych. Przyjęta w rozporządzeniu Ministra Klimatu i Środowiska konstrukcja opłaty, zrównująca kubki papierowe zawierające minimalną domieszkę plastiku, niekiedy sięgającą zaledwie kilka procent, z kubkami wykonanymi w całości z tworzywa sztucznego, prowadzi do sytuacji głęboko niespójnej z intencjami ustawodawcy. W konsekwencji bardziej opłaca się stosowanie tańszych, w pełni plastikowych kubków, niż inwestowanie w nowoczesne, technologicznie zaawansowane rozwiązania o znacznie mniejszej zawartości tworzyw sztucznych. Na to również zwraca uwagę Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. Jej prezes Adam Abramowicz w piśmie skierowanym do minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski zaznacza, że taki stan prawny tworzy zjawisko tzw. „efektu odwrotnego”, w którym regulacja – zamiast promować produkty bardziej ekologiczne – utrwala przewagę rynkową rozwiązań mniej przyjaznych środowisku.
W innych państwach UE funkcjonują przepisy znacznie lepiej dostosowane do realiów rynkowych i celów środowiskowych. W Niemczech kubek w 95% papierowy klasyfikowany jest do frakcji papierowej. We Francji możliwe jest stosowanie kubków o zawartości do 8% plastiku bez ponoszenia opłat wynikających z dyrektywy SUP. W Hiszpanii czy Włoszech obowiązuje podatek od jednorazowych produktów z plastiku na poziomie około 0,45 €/kg. Przy przeciętnej wadze kubka oznacza to koszt ok. 1 grosza za sztukę, podczas gdy w Polsce opłata ta wynosi aż 20 groszy. Belgia z kolei podejmuje decyzje etapowo, wprowadzając progi ograniczenia zawartości plastiku w kubkach: kubki z zawartością plastiku co najmniej 10% zostaną zakazane od 2026 r., co najmniej 8% od 2028 r., a 3% od 2030 r. Rynek już oferuje kubki z plastikiem na poziomie 5%, a tamtejszy ustawodawca promuje stopniową redukcję zamiast natychmiastowego zakazu. Natomiast w Portugalii nie ma zcentralizowanej opłaty SUP na poziomie krajowym. Państwo pod tym względem pozostawia autonomię poszczególnym gminom. Na tym tle stawka obowiązująca w Polsce, czyli 20 gr od sztuki – stosowana bez względu na to, czy produkt zawiera 1% plastiku, czy też 100% – jawi się jako nie tylko niesprawiedliwa, ale także sprzeczna z celem regulacji, jakim jest ograniczenie polimerów w gospodarce.
„Wskazujemy, że w przypadku kubków na napoje całkowite wyeliminowanie polimerów jest praktycznie niemożliwe z uwagi na konieczność zachowania właściwości technicznych, pozwalających utrzymywać płyny. Dlatego też obowiązująca konstrukcja obciąża w szczególności tych przedsiębiorców, którzy inwestują w nowoczesne, droższe materiały, a mimo to muszą ponosić takie same obciążenia jak ci, którzy pozostali przy tanich, w całości plastikowych rozwiązaniach. Postulujemy zatem wprowadzenie zróżnicowanych stawek opłaty w zależności od rzeczywistej zawartości plastiku w kubku. Rozwiązanie takie byłoby sprawiedliwe i proporcjonalne. Stworzyłoby także realny bodziec dla przedsiębiorców do sięgania po rozwiązania bardziej ekologiczne, wspierając rozwój innowacyjnych technologii opakowaniowych. Nasz postulat wpisuje się w cele deregulacyjne obecnego rządu, a także w Strategię Gospodarczą dla Polski, przedstawioną 10 lutego 2025 r. przez Premiera Donalda Tuska, której centralnym punktem jest ograniczanie barier blokujących rozwój przedsiębiorczości i innowacji” – uzasadnia Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców w piśmie do Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Więcej na: www.radaprzedsiebiorcow.org
Źródło informacji: Rada Przedsiębiorców
Ekspresy Bezzera – technologia, która wydobywa smak espresso
Od czego zależy koszt cateringu z dostawą w Lublinie?
NDP i brak wzajemności standardów –pięta Achillesa unijnej polityki handlowej
Kalendarium
Więcej ważnych informacji
Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Gwiazdy

Patricia Kazadi: W tym roku w świątecznych dekoracjach stawiam na złoto i biel. Zamierzam kupić ozdoby z outletów, bo mają historię i wspieram recykling
Prezenterka właśnie zabiera się za przystrajanie domu na święta Bożego Narodzenia. W tym roku dekoracje będą utrzymane w tonacji bieli i złota. Chodzi jej o to, by było gustownie i elegancko, ale wcale nie zamierza wydawać fortuny na nowe ozdoby. Zamysł jest taki, by znaleźć jakieś perełki z drugiej ręki i dać im nowe życie. Patricia Kazadi zaznacza też, że wraz z mamą kupują sobie prezenty pod choinkę. Jednak zgodnie z tradycją lista upominków musi być wcześniej zaakceptowana przez Świętego Mikołaja.
Praca
Prawie 1/3 dorosłych Polaków angażuje się w akcje wolontariackie. Przybywa firm wprowadzających wolontariat pracowniczy

Wolontariat staje się jednym z kluczowych elementów budowania kapitału społecznego w Polsce – wzmacnia lokalne wspólnoty, zwiększa zaufanie społeczne i uczy współodpowiedzialności. Mimo że regularnie angażuje się w niego prawie jedna trzecia dorosłych Polaków, państwo i organizacje pozarządowe widzą w nim ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał. Swoją rolę w jego rozwoju mają także firmy, które umożliwiają swoim pracownikom udział w akcjach wolontariackich i zachęcają ich do tego. Pytanie o ten aspekt zaangażowania biznesu często się pojawia na rozmowach kwalifikacyjnych.
Gwiazdy
Sebastian Karpiel-Bułecka: W mojej rodzinie skupiamy się na istocie świąt Bożego Narodzenia. Prezenty nie są dla nas najważniejsze

Wokalista podkreśla, że święta Bożego Narodzenia mają dla niego przede wszystkim wymiar duchowy. Nie wyobraża sobie jednak tego czasu bez tradycyjnej, pięknie przystrojonej choinki. Jednocześnie Sebastian Karpiel-Bułecka zaznacza, że w jego rodzinie w Wigilię nie ma zwyczaju prześcigania się w dawaniu wartościowych prezentów. Ograniczają się do symbolicznych upominków dla najmłodszych. W sylwestra artysta wystąpi na miejskim koncercie w Zakopanem.









|
|
|