Newsy

Katarzyna Butowtt: Nie nadawałam się do prowadzenia agencji modelek. Mój biznes był przejrzysty, ale klienci stosowali metody, do których nie chciałam się naginać

2023-06-14  |  06:26

Była modelka przyznaje, że zupełnie nie mogła się odnaleźć w roli bizneswoman. I choć znała branżę modową od podszewki i na początku wydawało jej się, że wszystko pójdzie gładko, to jednak nieczyste zagrania i nieuczciwe praktyki właścicieli firm, które współpracowały z jej agencją, zmusiły ją do zamknięcia tego biznesu. Katarzyna Butowtt ma świadomość tego, że niektóre modelki świadomie bądź nie godziły się na wykorzystywanie, molestowanie i robienie kariery przez łóżko. Zapewnia natomiast, że jej podopieczne nie miały takich doświadczeń.

Katarzyna Butowtt to jedna z pierwszych polskich modelek. Karierę zaczęła w wieku 15 lat po tym, jak na ulicy zauważył ją fotograf pracujący dla znanej projektantki Grażyny Hase. Jej kariera szybko nabrała rozpędu. Prezentowała kolekcje Mody Polskiej, Jerzego Antkowiaka, Ledy czy Cory. Kilka lat później rozpoczęła współpracę z zagranicznymi agencjami, brała udział w pokazach mody we Francji, Szwajcarii i Mongolii. Nazywana jest też królową polskiej reklamy – wystąpiła bowiem w ponad 100 spotach i została twarzą loterii Teletombola. Zdecydowała się też otworzyć własną agencję modelek i pomagać młodym dziewczynom rozwijać swoją karierę w branży. Szybko jednak przyszło rozczarowanie.

– Prowadziłam jak najbardziej czysty i jak najbardziej klarowny biznes, dlatego też zamknęłam agencję, bo nie godziłam się na tzw. nieuczciwość stosowaną przez klientów, ale nie przez agencję, tylko przez firmy. Firmy, które po prostu stosowały dziwne, nieoczywiste i nie do końca dla mnie szczere metody, do których ja się nie chciałam naginać – mówi agencji Newseria Lifestyle Katarzyna Butowtt.

Jak zapewnia, w tej kwestii ona sama nie ma sobie nic do zarzucenia. Starała się sumiennie wykonywać swoją pracę i zawsze dbała o to, by wywiązywać się ze wszystkich umów tak, by nikt nie czuł się pokrzywdzony bądź w jakiś sposób wykorzystany.

– Nie mogę sobie nic zarzucić, ale ja po prostu kompletnie nie nadawałam się do tego biznesu. Byłam jakby pośrednikiem pomiędzy modelką a klientem i mimo wszystko trzeba było jednak mieć do tego żyłkę biznesmena, a ja jej nie miałam, w związku z tym z bólem serca zamknęłam agencję – mówi była modelka.

W tamtym czasie powstawały także takie agencje, które poza nazwą nie miały nic wspólnego z modelingiem.

– Na szczęście ja nie zetknęłam się z handlem dziewczynami, na szczęście tylko o tym czytałam, ale wiem, że to musiało być upiorne dla dziewczyn czy dla rodzin, które przez to przeszły. W moim bliskim otoczeniu nie było takich zachowań klientów bądź firm, pseudofirm czy pseudoagencji. Nic mi o tym nie wiadomo, żeby ktoś z moich bliskich też uczestniczył w takiej upiornej przygodzie. Wiem, że teraz mówi się o wielu rzeczach. Ja również ostatnio mówiłam o przemocy stosowanej w szkole baletowej, o czym odważyłam się powiedzieć wreszcie po latach. I zrobił się z tego modny temat – mówi Katarzyna Butowtt.

Wiele faktów z branży modowej wychodzi na jaw dopiero po latach dzięki takim publikacjom jak chociażby książka Piotra Krysiaka zatytułowana „Dziewczyny z Dubaju”. Autor opisuje w niej życie ekskluzywnych prostytutek z Polski, wśród których były właśnie modelki i finalistki konkursów piękności. Katarzyna Butowtt podkreśla, że kiedy ona prowadziła swoją agencję, to zachęcała dziewczyny do tego, by nie tylko dbały o swój wygląd, ale przede wszystkim uczyły się i inwestowały w rozwój osobisty, bo popularność szybko przemija i trzeba mieć awaryjny plan na życie.

– Ja namawiając młode modelki, mówiłam im: uczcie się, musicie mieć coś swojego, dbajcie o swoją przyszłość, bo bycie modelką to jest chwilowe zajęcie. Nie wzięłam tego pod uwagę, że ja będę pracować jako modelka tak długo. Natomiast młodzi ludzie nie słuchają starszych, robią swoje, bo wszystko wiedzą najlepiej – zwraca uwagę.

Katarzyna Butowtt wspomina, że z jej agencją związana była między innymi Agnieszka Dygant.

– Początki stawiała właśnie, biorąc udział w zajęciach, które ja prowadziłam i nie tylko, ponieważ były też zajęcia aktorskie, zajęcia z psychologiem, z makijażystką. Przyszła spróbować i tak potem w tym świecie została, to znaczy Agnieszka wiedziała, że jest za niska na modelkę, natomiast widziałam, że daje sobie radę w różnych innych projektach, typu właśnie jakieś reklamy, spoty czy filmiki. I później poszła dalej, podejrzewam, że może natchnęliśmy ją i właśnie stąd wziął się jej pomysł na aktorstwo – dodaje.

Czytaj także

Kalendarium

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Edukacja

Dorośli nie umieją rozmawiać o dojrzewaniu ze swoimi dziećmi. Młodzi czerpią wiedzę głównie z internetu

Dojrzewanie i to, co w tym okresie dzieje się z ciałem i emocjami, to w wielu polskich domach wciąż temat tabu. Nawet jeśli rodzice i opiekunowie podejmują temat, to często się okazuje, że nie za bardzo wiedzą, jak mają o tym rozmawiać ze swoimi dziećmi. Młodzi najczęściej szukają odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości w internecie, jednak nie zawsze są to jakościowe treści, zgodne z aktualną wiedzą i pochodzące od wykwalifikowanych ekspertów. – Chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie znajdą bezpieczną wiedzę na temat wszystkiego, co się dzieje w ich ciele, głowie i duszy w tak ważnym momencie w ich życiu – mówi Olga Kwiecińska, założycielka i pomysłodawczyni Cześć Ciało.

Media

Robert El Gendy: Z Klaudią Carlos jesteśmy różni charakterologicznie, ale doskonale się uzupełniamy. Jak mam słabszy dzień, to ona przejmuje kontrolę nad rozmową lub odwrotnie

Nowi gospodarze TVP2 nie mogą się nachwalić zarówno atmosfery, jaka panuje w TVP, jak i siebie nawzajem. Robert El Gendy bardzo się cieszy z tego, że może prowadzić „Pytanie na śniadanie” z Klaudią Carlos i przekonuje, że ich duet ma duży potencjał. Na wizji doskonale się dogadują i uzupełniają, a poza kamerami  mają wiele wspólnych tematów do rozmów.

Prawo

Świadomość społeczna na temat ryzyka publikowania wizerunków dzieci w internecie nadal bardzo niska. UODO apeluje o ostrożność

Kilkaset milionów zdjęć codziennie jest publikowanych w internecie, wśród nich wiele z udziałem dzieci. Zdjęcia i wideo zamieszczają zarówno rodzice, jak i placówki oświatowe, do których dzieci uczęszczają. Materiały te, bez względu na to, z jaką intencją są publikowane, mogą trafić w niepowołane ręce i posłużyć do ataku hejterskiego na dzieci, kradzieży ich cyfrowej tożsamości, a nawet zostać wykorzystane przez osoby o skłonnościach pedofilskich. Podkreślają to eksperci UODO i Fundacji Orange w poradniku skierowanym do osób pracujących w placówkach i organizacjach działających na rzecz dzieci.