Newsy

Agnieszka Wielgosz: Odnalezienie się w nowych realiach zajęło mi trochę czasu. Nie chciałam jedynie leżeć i płakać

2020-04-22  |  06:17

Ograniczenia związane z pandemią koronawirusa pokrzyżowały plany zawodowe artystów na całym świecie. Aktorka tłumaczy, że o zawieszeniu nagrań do serialu „Pierwsza miłość” dowiedziała się nagle. Agnieszka Wielgosz przyznaje również, że zaakceptowanie obecnej sytuacji nie było dla niej proste, ponieważ jest osobą przyzwyczajoną do aktywności fizycznej i natłoku zawodowych obowiązków. Izolacja sprawiła, że jej dotychczasowy rytm dnia całkowicie się zmienił. Przestawienie się na „tryb domowy” okazało się dla niej sporym wyzwaniem.

Z powodów bezpieczeństwa cały czas zamknięte pozostają instytucje kulturalne, takie jak kina, teatry czy filharmonie. Kolejne odcinki programów telewizyjnych realizowanych na żywo również zostały przełożone – większość projektów będzie kontynuowana dopiero jesienią. Dzięki temu, że seriale telewizyjne nagrywane są z odpowiednim wyprzedzeniem, widzowie dotąd mogli śledzić dalsze losy ulubionych bohaterów. Niestety to także powoli się zmienia. Ostatni z premierowych odcinków „Pierwszej miłości” został wyemitowany 16 kwietnia. 

– O tym, że zdjęcia do serialu zostały zawieszone, dowiedziałam się w pociągu. Na początku miał być to tylko tydzień przerwy. Później, z wiadomych przyczyn, czas ten zaczął się przedłużać. Obecnie zdjęcia zostały zawieszone do odwołania. Niestety „Pierwsza miłość” tymczasowo zniknęła z emisji, ponieważ zabrakło materiału do montażu kolejnych odcinków – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Lifestyle Agnieszka Wielgosz.

Zawód aktora wiąże się z nieustannymi podróżami i przemieszczaniem się pomiędzy planami zdjęciowymi. Wielgosz wyznaje, że jest przyzwyczajona do intensywnej pracy. W konsekwencji, gdy jej kalendarz jest zapełniony artystycznymi projektami, czuje się komfortowo. Problem pojawia się natomiast, gdy ma zbyt dużo czasu wolnego. Wtedy bowiem zaczyna stopniowo tracić dobry humor.

– Odnalezienie się w nowych realiach zajęło mi trochę czasu. Musiałam przywołać się do porządku. Nie chciałam jedynie leżeć i płakać czy też siedzieć przed telewizorem i bezrefleksyjnie oglądać programy. Zwłaszcza że informacje podawane na kanałach informacyjnych były bardzo dołujące. Musiałam zacząć organizować sobie życie na nowo – tłumaczy aktorka.

Agnieszka Wielgosz przyznaje, że we wprowadzeniu pewnej rutyny pomógł jej pies.

– Mam psa, który na szczęście codziennie około 8 rano mnie budzi i stawia do pionu: zrób coś, kobieto, ogarnij się, chodź ze mną na spacer. I wtedy już ten dzień się o wiele lepiej zaczyna – podkreśla.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Media

Sylwester Wilk: Chciałbym spróbować aktorstwa. Jako charakterystyczna postać mógłbym zagrać rolę kryminalisty albo osoby niepełnosprawnej

Sportowiec podkreśla, że udział w programach „Ninja Warrior” i „Taniec z gwiazdami” był dla niego ciekawą przygodą, przyniósł nowe doświadczenia i nauczył go pokory. Dzięki występom medialnym zyskał też dużą popularność i został zauważony przez producentów filmowych. Nie wyklucza więc, że za jakiś czas będzie go można zobaczyć na szklanym ekranie, ale na razie nie chce zdradzać szczegółów. Pewne jest też to, że ponownie zmierzy się z torem przeszkód w kolejnej edycji show „Ninja Warrior Polska”.

Gwiazdy

Michał Baryza: Lubię spartańskie warunki i nie potrzebuję w życiu luksusu. Choć program „One Night Squad” wymagał wielu poświęceń, to nie żałuję udziału w nim

Model zaznacza, że nie jest mu obce funkcjonowanie w spartańskich warunkach, dlatego też cieszy się z dość nietypowych „atrakcji”, jakie zafundował mu program „One Night Squad”. Choć nie był przygotowany na taki survivalowy maraton, to każdego dnia z podniesionym czołem stawał do walki i z pokorą pokonywał kilometry rajskich plaż Zanzibaru, by zawalczyć o luksus i imprezę życia. Finalista „Top Model” podkreśla, że lubi podejmować wyzwania i nie boi się przeciwności losu. A jeśli przy okazji może przeżyć przygodę życia, to nie żałuje ani jednego ciężkiego dnia.

Farmacja

Około 30 proc. pacjentów z alergią na jad owadów przez pandemię utraciło możliwość odczulania. Sytuację może poprawić refundacja immunoterapii jadami i leczenie ambulatoryjne

Użądlenie osy, szerszenia czy pszczoły zwykle oznacza miejscowy ból i obrzęk, ale dla niektórych osób może skończyć się wstrząsem anafilaktycznym, który zagraża życiu. Jedyną metodą przyczynowego leczenia alergii na jad owadów i uniknięcia ciężkiej reakcji alergicznej jest immunoterapia alergenowa jadami, która jest lekiem ratującym życie. Dziś odczulanie wykonywane jest wyłącznie w warunkach szpitalnych, ale trwają starania, aby móc je prowadzić w warunkach ambulatoryjnych. To poprawiłoby dostęp do terapii polskich pacjentów i znacznie zmniejszyłoby koszty procedur leczenia szpitalnego. – W wyniku przekształcenia szpitali w jednoimienne liczba odczulanych pacjentów zmniejszyła się przynajmniej o 30–40 proc. – alarmuje Grzegorz Baczewski, wiceprezes Fundacji Centrum Walki z Alergią. Aby możliwe było odczulanie pacjentów w warunkach ambulatoryjnych, potrzebna jest jednak refundacja immunoterapii alergenowej jadami typu depot, czyli o przedłużonym uwalnianiu alergenu.