Newsy

Aleksandra Popławska: Cieszę się, że zagrałam w filmie „Nie cudzołóż i nie kradnij”. Już sam tytuł daje do myślenia, a finał jest bardzo spektakularny

2022-11-14  |  05:01

„Nie cudzołóż i nie kradnij” zapowiadany był jako jedna z najgłośniejszych polskich premier kinowych 2022 roku. I tak też się stało. Film cieszy się dużą popularnością i nie milkną dyskusje na jego temat. Odtwórczyni jednej z głównych ról, Aleksandra Popławska, przekonuje, że perypetie bohaterów nie tylko bawią do łez, ale także wzruszają i zmuszają do refleksji nad swoim postępowaniem. Z kolei producentka Magdalena Kuczewska podkreśla, że opowieść jest prowadzona tak, by wiele spraw było od początku zagadką, a widzowie doskonale bawili się odkrywaniem przyczyn kolejnych wydarzeń i motywacji postaci. Twórcom nie zależało na tym, by obraz był kontrowersyjny, ale by pokazywał na pozór oczywiste sprawy w nieoczywisty sposób.

Twórcy zapewniają, że pod płaszczykiem komediowego charakteru w filmie „Nie cudzołóż i nie kradnij” ukryte jest ważne przesłanie. Z kolei Aleksandra Popławska uważa, że już sam tytuł zobowiązuje do pewnej postawy.

– Tytuł na to wskazuje, że lepiej tego nie robić, bo jakaś góra tam może nas ukarać. Moja bohaterka ma dwa grzechy na sumieniu – z jednej strony cudzołoży, a z drugiej strony chce kogoś zabić. Ale ponieważ kto inny grzeszy, to ona pada ofiarą jednego z grzechów i nie kończy się to najlepiej – mówi agencji Newseria Lifestyle Aleksandra Popławska.

Aktorka wciela się w rolę Renaty, która grzeszy bez skrupułów. Bardzo lubi pieniądze, a jeszcze bardziej Jurka – wspólnika swojego męża. Kobieta jest uwikłana w miłosny trójkąt, ma rozdarte serce i dlatego czasem musi dokonywać wręcz dramatycznych wyborów.

– Renata pochodzi z niewielkiego miasteczka, nie ma sukcesów na swoim koncie, jest po prostu zwykłą Renatą, która kocha dwóch mężczyzn – swojego męża, ale też trochę kocha swojego kochanka. I jak wiemy z życia, bo co poniektórzy pewnie tego doświadczyli, taki trójkąt nie zawsze dobrze się kończy. Niektórym się udaje żyć w takim układzie, ale większości jakoś nie, nie wiem dlaczego. Renacie się to zdecydowanie nie udało – tłumaczy.

Aleksandra Popławska nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale zachęca do obejrzenia tej produkcji. Aktorka bardzo się cieszy, że mogła w niej zagrać, i wspomina niezwykle miłą atmosferę na planie.

– Grało się super, dlatego że bardzo lubię wszystkich twórców. Z niektórymi jesteśmy prawie sąsiadami, mieszkamy blisko siebie po prostu, razem ze scenarzystą i reżyserem, producentką tego filmu oraz jednym z głównych aktorów, bardzo się przyjaźnimy, kolegujemy. I chyba trochę na bazie naszej sympatii też powstał ten film, więc tym bardziej będzie to naprawdę dobra rozrywka. Finał jest bardzo fajny, spektakularny, jeśli chodzi o wszystkich bohaterów – mówi.

Rola sutenera niczym z Dzikiego Zachodu w „Nie cudzołóż i nie kradnij” była setną w karierze Cezarego Pazury. Na zakończenie zdjęć nie mogło więc zabraknąć lampki szampana i okolicznościowego tortu, na którym widniał napis „100 ról to za mało”. Aleksandra Popławska podkreśla, że bardzo ceni kunszt aktorski kolegi po fachu i podziwia jego pokaźny dorobek.

– Niestety nie widziałam wszystkich stu ról Czarka, ale mam nadzieję, że to nadrobię. Tutaj jest dosyć zabawnym gangsterem, trochę groźnym, ale jest to czarna komedia, więc myślę, że Cezary znowu pokaże, po raz setny, że jest znakomitym aktorem – mówi.

Aktorka zdradza też, że ona sama nie prowadzi prywatnych statystyk i nie liczy, ile ról zagrała.

– Nie liczyłam ani filmów, ani seriali, ani ról teatralnych, ani nagród. Jak będę miała czas, pewnie na emeryturze usiądę i to policzę – dodaje.

Magdalena Kuczewska, producentka filmu „Nie cudzołóż i nie kradnij”, ma satysfakcję z tego, że ta produkcja cieszy się tak dużym zainteresowaniem. Jeśli natomiast chodzi o głosy krytyki, to nie do końca się z nimi zgadza. Zapewnia bowiem, że twórcom nie zależało na budzeniu kontrowersji. Zamysł był zupełnie inny.

– Czytaliśmy scenariusz, mieliśmy taką wizję realizacji, a to, jak finalnie zostanie odebrany film, to zawsze jest kwestia przede wszystkim czyichś odczuć. My staraliśmy się tematy tabu pokazywać w dosyć oryginalny sposób, ale też nie taki oczywisty, tzn. nie zamierzaliśmy być kontrowersyjni, wręcz przeciwnie – chcieliśmy być komediowi, ale opowiadać o czymś może trochę poważniejszym, trudniejszym, może w mocniejszym wydaniu, niż można – mówi Magdalena Kuczewska.

W konsekwencji pojawiły się zarzuty, że jest to film w pewnym sensie antykościelny.

– Reżyser i my jako twórcy kreując ten film, mieliśmy na celu to, żeby nie był on wprost antyklerykalny. To znaczy mam wrażenie, że dotykamy tej antyklerykalności czy też pokazujemy w pewnych sytuacjach bohaterów, księdza czy też inne osoby, w jakimś zderzeniu z katolicyzmem, z religią, natomiast mamy nadzieję, że nie będzie to urażało czyichś uczuć religijnych, to nie był nasz cel – podkreśla producentka.

Fabułę tego filmu twórcy streszczają w następujący sposób: nigdy nie zostawiaj faceta samego w domu, bo jeśli spodziewasz się, że po czułym pożegnaniu on wsunie kapcie i usiądzie z książką pod kocem, to mocno się zawiedziesz. Takiej okazji nie przegapia Patryk. Gdy jego żona Renata wyjeżdża na kilka dni, on odpina przysłowiowe wrotki. Kobieta nie pozostaje mu jednak dłużna i znajduje sobie kochanka. Patryk natomiast miłosną pustkę wypełnia towarzystwem Sandry, dzięki której zawiera niefortunne znajomości z gangsterem Alfim i mafijnymi cynglami. Do tego towarzystwa dołącza ksiądz Mariusz.

– Ten film jest trudny do opowiedzenia, szczególnie z tego względu, że ma nielinearną konstrukcję, tzn. jest opowiadany blokami. Jest on pewnego rodzaju układanką, tzn. zaczynamy od wyjmowania różnych puzzelków, które układają się w pewną całość. Film jest o niezbyt realistycznej sytuacji, w której wszyscy bohaterowie giną – to nie jest spojler, ponieważ dowiadujemy się tego w scenie otwierającej i tak naprawdę film opowiada o tym, w jaki sposób, dlaczego i w jakich okolicznościach ci bohaterowie zginęli – tłumaczy Magdalena Kuczewska.

Producentka filmu „Nie cudzołóż i nie kradnij” zaznacza, że konkretne sytuacje i nieoczekiwane zwroty akcji mają zmusić widzów do znalezienia odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, m.in. czy to, co dzieje się w naszym życiu, zależy od przypadku, czy może raczej od „siły wyższej”.

– Są to sytuacje przede wszystkim komediowe, natomiast konstrukcja opowiadania jest też taka, że chcieliśmy, aby film do pewnego momentu bawił, a w pewnym momencie zmuszał albo zachęcał do refleksji – podkreśla.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Roche

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Partner serwisu

Instytut Monitorowania Mediów

Uroda

Dorota Goldpoint: Gwiazdom wraz z wiekiem trudno pogodzić się ze zmianami zachodzącymi w ich wyglądzie. Niektóre, jak Madonna, próbują w ekstremalny sposób zatrzymać czas

– Artystkom, gwiazdom kina, teatru czy estrady jest niezwykle trudno pogodzić się z tym, że wraz z wiekiem ich wizerunek zmienia się na niekorzyść, stąd przesada w korzystaniu z zabiegów odmładzających – podkreśla projektantka. Jej zdaniem negatywnym przykładem jest tutaj chociażby Madonna. Niekwestionowana królowa popu sama przyznaje, że często i chętnie korzysta z dobrodziejstw medycyny estetycznej. Dorota Goldpoint uważa jednak, że piosenkarka nie zna w tej kwestii umiaru i efekt jest wręcz karykaturalny.

IT i technologie

Polskie placówki ochrony zdrowia chcą korzystać z analityki predykcyjnej. Poprawiłoby to diagnostykę i jakość leczenia pacjentów

– Szpitale na całym świecie zaczynają się chwalić tym, że są tzw. databased. Oznacza to, że decyzje zarządcze dotyczące szpitala, decyzje finansowe czy organizacyjne, są podejmowane w oparciu o dane, które gromadzi placówka. To prowadzi do zwiększenia ich efektywności – mówi Ligia Kornowska, dyrektor Polskiej Federacji Szpitali. Potencjał w wykorzystaniu danych w działalności zarządczej, ale przede wszystkim w celu poprawy diagnostyki i leczenia pacjentów dostrzegają również polscy liderzy ochrony zdrowia. Jak wynika z raportu Philipsa „Future Health Index 2022”, ponad 60 proc. chce wdrażać analitykę predykcyjną w ciągu najbliższych lat. Najpierw jednak muszą wyeliminować przeszkody utrudniające uwolnienie pełnego potencjału danych.

Konsument

Polacy szukają sprzętów, które pozwolą zimą dogrzać mieszkanie. Koszt może jednak sięgnąć nawet 300 zł w skali miesiąca [DEPESZA]

Polacy boją się trudnej zimy. Start sezonu jesienno-zimowego i spadek temperatur spowodowały, że wielu z nich szuka dodatkowych źródeł ciepła, takich jak farelki czy grzejniki konwektorowe, które pozwolą dogrzać mieszkanie. Jednak z analizy Krajowej Agencji Poszanowania Energii przygotowanej na zlecenie PKEE wynika, że koszt takiego dogrzewania – w zależności od urządzenia – może sięgnąć blisko 300 zł miesięcznie i mocno obciążyć domowy budżet. Przy tym może to doprowadzić do przekroczenia limitów zamrożenia cen energii, które uprawniają do preferencyjnych rozliczeń od stycznia 2023 roku.