Newsy

Sylwia Gliwa: Staram się nie wyrzucać rzeczy, których już nie noszę. Z kolei niedopasowane buty sprzedaję za symboliczne 10 zł

2015-12-08  |  06:50

Aktorka przyznaje, że ma szacunek do ubrań, dlatego też te, których już nie nosi, nie trafiają na śmietnik, tylko są magazynowane w piwnicy. Do wielu rzeczy Sylwia Gliwa ma sentyment, inne są ponadczasowe i po prostu żal jej się z nimi rozstawać. Inaczej jest z butami. Często model jest kupiony tylko na jedno wyjście, a do tego w złym rozmiarze, dlatego za drobną opłatą trafia do rodziny lub znajomych.

Sylwia Gliwa podkreśla, że zdecydowana większość ubrań, które albo już jej się znudziły, albo w danym sezonie nie są modne, trafia do piwnicy. Aktorka wychodzi z założenia, że trendy modowe co jakiś czas powracają i nigdy nie wiadomo, czy jakiś strój za kilka lat znów się nie przyda.

Staram się nie wyrzucać rzeczy, których już nie noszę. Raczej nie rozstaję się z nimi, a ilekroć coś wyrzucę, to za 2–3 lata myślę sobie: „Kurczę, gdzieś to miałam, w tym worku nie, w tamtym nie”, po czym przypominam sobie, że ja tę rzecz wyrzuciłam i bardzo żałuję. Wtedy myślę sobie: „No, jak mogłam to zrobić?!” – mówi Sylwia Gliwa agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Aktorka nie żałuje pieniędzy na ubrania, dlatego jej szafa pęka w szwach i często brakuje półek na nowe rzeczy. Dlatego też te, które rzadko zakłada, trafiają do pudeł i czekają na swoje drugie życie. Jeśli natomiast chodzi o buty, to niedopasowane modele za symboliczną opłatą  sprzedaje znajomym lub rodzinie.

 – Buty rozdaję po dyszce, szczególnie te za duże. Bo czasem się zdarza tak, że potrzebuję koniecznie kolor nude, ale w sklepie został tylko rozmiar 40, to myślę: „Dobra, włożę jakąś wkładkę i w tym pójdę”. Ale potem idę jak koczkodan, bo ogóle się nie da chodzić w butach o rozmiar za dużych, tudzież rozmiar za małych.  Przychodzą więc jakieś koleżanki, pytam: „A jaki ty masz rozmiar?” Jak się okazuje, że 40 to mówię: „Proszę bardzo prezencik, ale po dychu” – dodaje Sylwia Gliwa.

Sylwia Gliwa podkreśla, że kupując ubrania, zawsze stara się dopasować je do swojej osobowości. Dobrego stylu i wyczucia gustu nauczyła ją mama – krawcowa. Stąd też zamiłowanie aktorki do ubrań szytych na miarę.

Czytaj także

Kalendarium

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Konsument

Media

Robert El Gendy: Jestem śpiochem i przychodzę do studia w ostatniej chwili. Raz nie obudziłem się na czas i dopiero telefon z redakcji postawił mnie na nogi

Prezenter „Pytania na śniadanie” zaznacza, że lubi sobie pospać, dlatego prowadzenie porannego programu to dla niego prawdziwe wyzwanie. Musi się bowiem sporo natrudzić, by być w studiu telewizyjnym na czas. Zazwyczaj nie udaje mu się jednak obudzić wraz z dźwiękiem pierwszego budzika i zdarzyło się, że z głębokiego snu wyrwał go dopiero telefon od produkcji „Pytania na śniadanie”.

Problemy społeczne

Ukraińcy mają podobne problemy związane z ochroną zdrowia, co Polacy. Problemem jest długi czas oczekiwania na wizytę i wysokie koszty leków

Długi czas oczekiwania, wysokie koszty leczenia i zakupu leków – to największe bariery w dostępie do opieki zdrowotnej, z jakimi mierzą się uchodźcy z Ukrainy w Polsce – wynika z raportu GUS i WHO. – Problemy stają się coraz bardziej podobne do tych charakterystycznych dla całego systemu ochrony zdrowia. Mniej mają charakter nagły, który był charakterystyczny dla okresu tuż po wybuchu wojny – wskazuje dr Dominik Rozkrut, prezes Głównego Urzędu Statystycznego. Większość przypadków, z powodu których Ukraińcy potrzebują pomocy lekarza, to ostre schorzenia. Co czwarty leczy się z powodu choroby przewlekłej. Wyzwaniem pozostają szczepienia ukraińskich dzieci: wskaźnik wyszczepienia rośnie, ale jest poniżej poziomu wśród polskich dzieci.