Newsy

Redbad Klynstra-Komarnicki: spektakl „Rio” to mój prezent dla świeżo upieczonej żony. Chciałem pokazać ją od najlepszej strony

2018-02-12  |  06:17

Aktor na każdym kroku podkreśla, że podziwia swoją żonę Emilię za pasję, umiejętności aktorskie i nieustanną chęć rozwoju. Razem pracują już od wielu lat. Jako aktorzy mają podobną perspektywę, jeśli chodzi o formę i sposób opowiadania, ale nieco inne doświadczenia zawodowe. Emilia Komarnicka-Klynstra doskonale czuje się bowiem w formie muzycznej, dlatego w spektaklu „Rio”, reżyserowanym przez jej męża będzie mogła wykazać się również właśnie na tej płaszczyźnie.

W najnowszym spektaklu Teatru Telewizji – „Rio” małżeństwo zagra główne role: perfekcyjnej pani obsługującej lokaty w parabanku i nietypowego klienta z dużą sumą pieniędzy w gotówce, który przychodzi tuż przed zamknięciem placówki. Na początku nic ich nie łączy i nic nie wskazuje na to, że coś może ich połączyć, a na pewno dzieli ich spora różnica wieku. Wypełnione zaskakującymi zwrotami akcji przedstawianie o charakterze kryminalno-komediowym przeplata się z elementami musicalu. Redbad Klynstra-Komarnicki dobrze wie, że taniec i śpiewanie od zawsze były pasją jego żony,  dlatego też w spektaklu spory nacisk położył właśnie na te aspekty.

– Jest to taki mój prezent dla świeżo upieczonej żony. Chciałem ją pokazać od najlepszej strony, od strony, która daje jej radość, która ją spełnia. Zależało mi na tym, żeby Emilia poczuła, że ją podziwiam, nie tylko za aktorstwo, ale też za sposób, w jaki ona do tego aktorstwa podchodzi, niezwykle profesjonalnie, posiada wszystkie elementy tego, co składa się na tzw. aktora all-round. Chciałem Emilię z całymi jej umiejętnościami zaprezentować światu. To w pewnym sensie moje Walentynka dla niej, ale będę musiał wymyśleć jeszcze coś, co ją zaskoczy tego dnia – mówi agencji Newseria Redbad Klynstra-Komarnicki, aktor, reżyser.

Scenariusz Marka Kochana niewątpliwie dał aktorom szansę na stworzenie świetnych kreacji w błyskotliwym i dynamicznym widowisku z musicalowymi piosenkami.

– Dla Emilii był to powrót do czegoś, w czym zaczynała. Emilia zagrała bowiem główną rolę w spektaklu „Chorus Line” w Kapitolu we Wrocławiu, „Niech no tylko zakwitną jabłonie” w teatrze Ateneum, tam też można zobaczyć Emilię w pełnej krasie muzyczno-śpiewająco-tanecznej. Ja z kolei musiałem się paru rzeczy nauczyć, na przykład zadebiutuję jako osoba śpiewająca, tańcząca – mówi Redbad Klynstra-Komarnicki.

Premiera spektaklu Teatru Telewizji „Rio” w poniedziałek 12 lutego o godz. 20:25 w TVP1.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Muzyka

Tenorzy z zespołu Tre Voci: Dla kultury ten czas jest wyjątkowo trudny. Trzeba zacisnąć pasa i wierzyć, że będzie dobrze

Przed wybuchem pandemii polskie trio muzyczne występowało na całym świecie – od Tajlandii, przez USA i Kanadę, po największe sale koncertowe w Polsce. Członkowie grupy tłumaczą, że tęsknią za regularnym kontaktem z publicznością. Mikołaj Adamczak zaznacza, że brakuje mu przede wszystkim emocji, jakie publiczność dawała podczas występów na żywo. Z kolei Wojciech Sokolnicki chciałby powrócić do podróży, ponieważ zwiedzanie mobilizuje go do działania i pobudza jego kreatywność.

Problemy społeczne

Prawie 450 tys. seniorów 80+ zarejestrowanych na szczepienia przeciw COVID-19. Wciąż duża grupa społeczeństwa jest nastawiona sceptycznie

– Szczepionka przeciwko COVID-19 jest bezpieczna i skuteczna. Dowiodły tego badania prowadzone przed wejściem szczepionki do użytku. Wszelkie dywagacje na temat różnych działań niepożądanych, które można znaleźć w internecie, są bezpodstawne – mówi lekarz Michał Sutkowski. Liczba zaszczepionych do tej pory pacjentów z grupy zero to prawie pół miliona. Jak wskazują dane resortu zdrowia, w tej grupie odnotowano 133 niepożądane odczyny poszczepienne. Chętnych na szczepienia przybywa, ale wciąż duża grupa społeczeństwa pozostaje sceptyczna.

 

Handel

Polacy nie doceniają ryb z Bałtyku. Częściej trafiają one na stoły w Skandynawii i Europie Zachodniej

Statystyczny Polak zjada rocznie ok. 14,5 kg ryb, czyli nawet trzykrotnie mniej niż mieszkańcy krajów śródziemnomorskich. Co istotne, rzadko też sięgamy po ryby z Bałtyku. Rodzime gatunki, takie jak śledź, szprot, flądra, łosoś, turbot czy sandacz, częściej trafiają na stoły w Skandynawii czy Europie Zachodniej, gdzie są lubiane i cenione przez konsumentów ze względu na swoje prozdrowotne właściwości: dużą zawartość białka, witamin A i D czy kwasów omega-3. Z kolei w Polsce wciąż jeszcze pokutuje mit dotyczący zanieczyszczenia chemikaliami bałtyckich ryb. Badania wykazują jednak, że ryby odławiane w Bałtyku spełniają rygorystyczne normy unijne.